Pozwolicie że podejmę ten banalny temat i skomentuję pewną rzecz. Miłość bowiem jest według kultury zachodu wstępem do związku. Zakochujemy się a później jeśli miłość przetrwa przechodzimy do bardziej sformalizowanej formy związku (może to być ślub, ale równie dobrze kohabitat i wspólne zamieszkanie). Kultura zachodu wręcz emanuje kultem miłości, mamy święto zakochanych i wiele powieści epickich o nieszczęśliwej miłości. Wiele "wyciskaczy łez" opisuje miłość, czy też jej brak jako dramat ludzki. Romantyzm jest więc modny. Jedno mnie tylko zastanawia - od kiedy to jesteśmy tacy romantyczni. Nie skłamie jeśli powiem że gdzieś od początku 20w. Co pokazuje że jest to dość nowatorskie w naszej kulturze. Wcześniej raczej decyzja rodziny była ważniejsza, klanowe ustalenia, czy wybór ojca związany z tzw. dobra partią. Kultura zachodu stanowi raczej niewielką część całego świata. W kulturze kolektywistycznej takiej jak Chińska to klan ma większe znaczenie w podejmowaniu decyzji matrymonialnej niż jednostka. podobnie kraje arabskie i Afryka. Miłość ma więc znaczenie o tyle o ile mieszkasz kraju pro zachodnim w którym ten krótki stan ma większe znaczenie niż rozsadek. Myślę również że miłość jest swoistym luksusem. Jeśli w danej społeczności jest dostatek dóbr materialnych to partnerzy mogą sobie pozwolić na miłość, ale gdy nie wygląda to tak kolorowo rozsądek raczej wygrywa. W psychologii ewolucyjnej można wyznaczyć dwa rodzaje zysków przy wyborze partnera. Zyski mogą być krótko i długoterminowe.Podsumowując kultura zachodu może sobie pozwolić na dobre geny, biedniejsze kraje powinny kierować się raczej naciskami, aby za miłością szły również zyski pozabiologiczne.